Misja Przeprowadzka. Przeprowadzamy się do nowego domu.
16063
post-template-default,single,single-post,postid-16063,single-format-standard,qode-quick-links-1.0,ajax_fade,page_not_loaded,,side_menu_slide_with_content,width_470,qode-theme-ver-11.0,qode-theme-bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-5.1.1,vc_responsive
 

Misja Przeprowadzka.

Misja Przeprowadzka.

Przeprowadzka.

Kto ją przeżył, wie że to wielkie, logistyczne przedsięwzięcie. Jak się do niej przygotować?

Przede wszystkim musimy zdecydować, czy przeprowadzamy się sami, werbując do pomocy rodzinę i znajomych, czy też korzystamy z usług firmy przeprowadzkowej. Ja nie miałam problemu z podjęciem decyzji. Ceny od 80 zł do nawet 120 zł za godzinę przeprowadzki, plus dopłata za pakowanie i kartony, skutecznie mnie odstraszyły. Byłam świadkiem już kilku przeprowadzek i uwierzcie mi, panom się nie spieszy, w końcu mają stawkę godzinową.

Przeprowadzamy się więc sami, a proces ten trwa, uwaga, …. od jesieni 2016 roku. Dla przypomnienia: dom zaczęliśmy budować latem 2016 roku. Ach, ci naiwni, młodzi inwestorzy. My naprawdę myśleliśmy, że zbudują nam dom w kilka tygodni i jesienią będziemy już na swoim. Więcej, byliśmy przekonani, że wystarczy nam pieniędzy, a nawet jeszcze nam trochę zostanie. 🙂 Może jakiś dom by zbudowali, ale nie nasz. Nie dom z płytą fundamentową, pompą ciepła i rekuperacją, które generowały najwięcej kosztów i były najbardziej czasochłonne.

I oto mamy październik 2017 roku i wyznaczony, chyba już dziesiąty, termin przeprowadzki. A ja od 1,5 roku zbieram kartony i gazety! Przez rok pozbyłam się 3/4 rzeczy z piwnicy, część oddałam, część sprzedałam, żeby było mniej gratów do przewożenia. Pół roku temu zrobiłam przegląd całej kuchni, żeby zrobić miejsce na nowe rzeczy, które kupię, jak już się przeprowadzimy. Zostało 12 talerzy i 8 kubków, okazało się trochę za mało. 🙂

 

Żyję tą przeprowadzką, ponieważ jestem osobą zorganizowaną, przezorną i oszczędną. Nie lubię niespodzianek, muszę mieć wszystko zaplanowane. To jak teraz żyjemy, co robimy, kupujemy, a raczej nie kupujemy, to taki stan zawieszenia pomiędzy starym a nowym domem, pomiędzy miastem a wsią. Można to nazwać „stanem przeprowadzkowym”. A ten stan, jest bardzo wygodny. W garderobie sprzątam tylko „mniej więcej”, kiedy ubrania zaczynają wypadać z półek, przecież i tak wszystkie trzeba będzie wpakować do pudeł. Brudne okna, trudno. Umyję, jak wynajmiemy mieszkanie. Zegar ścienny się zepsuł? Dobrze, kupimy nowy, który będzie pasował do nowego salonu. Obrazek spadł ze ściany, o jeden mniej do zdejmowania. Ile rzeczy można sobie wytłumaczyć przeprowadzką? Ile „nicnierobienia” można w ten sposób usprawiedliwić? Ja potrafię wszystko zrzucić na karb przeprowadzki 🙂 I tak mi wygodnie. Dziecko śpi, a mi się nigdzie nie spieszy. Może coś ugotuję, ale niekoniecznie, może zrobię makijaż, zadzwonię do koleżanki, poszperam w internecie, poszukam inspiracji, a wszystko w oczekiwaniu na przeprowadzkę…

 

„Fajnie, że już nie jesteś taka pedantyczna” – odezwał się kiedyś mąż. Spokojnie, I’ll be back. 🙂

 

 

 

Przeczytaj także:

Dom, inwestycja życia.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz